***

otworzyłam oczy

był tuż obok
i wpatrywał się we mnie
oknami
rozjaśnionymi
pierwszym brzaskiem

„dzień dobry”
wyszeptał
westchnieniem liści

moje
„dzień dobry”
odbiło się
od lustra
i roztrzaskało
o podłogę w łazience

to będzie kolejny
beznadziejnie piękny dzień

to moje miasto

w mieście, w którym
każdego dnia
powietrze umiera
na smogowe suchoty
a pył zalepia usta
w niemym krzyku
płuc wybuchających
czernią oddechu

w mieście, w którym
brunatne źdźbła
z trudem przebijają się
kwaśny naskórek
jałowej ziemi
a jeszcze nierozstrzelane drzewa
wyciągają pokaleczone ramiona
żebrząc o promień życia

w mieście, w którym
Bóg codziennie
umiera na ulicach
trącany obojętnością smartfonów

…ja żyję…

Pasażer na gapę.

Zwykły jesienny wieczór. Już noc prawie. Ja w półśnie, zagrzebana w gałganki wspomnień. Jak od lat, od kiedy opuścił mnie mój Anioł.

W codziennej podróży od wczoraj do jutra.

Z przystankiem na dzisiaj. Świat tak szybko uciekał za szybą .
Nie czułam, nie wiedziałam…
Nie zauważyłam kiedy wsiadł. Na stacji wczoraj, czy dzisiaj? Przecież regularnie sprawdzałam bilety. A jednak…pasażer na gapę .
Od trzech lat próbuję go wysadzić na kolejnych stacjach: Szpital, Chemia, Naświetlania, Leki Push-up, Badania… Wierzę , że w końcu wysiądzie.
Bo mój Anioł opowiedział: żyj!