Zwykły jesienny wieczór. Już noc prawie. Ja w półśnie, zagrzebana w gałganki wspomnień. Jak od lat, od kiedy opuścił mnie mój Anioł.
W codziennej podróży od wczoraj do jutra.
Z przystankiem na dzisiaj. Świat tak szybko uciekał za szybą .
Nie czułam, nie wiedziałam…
Nie zauważyłam kiedy wsiadł. Na stacji wczoraj, czy dzisiaj? Przecież regularnie sprawdzałam bilety. A jednak…pasażer na gapę .
Od trzech lat próbuję go wysadzić na kolejnych stacjach: Szpital, Chemia, Naświetlania, Leki Push-up, Badania… Wierzę , że w końcu wysiądzie.
Bo mój Anioł opowiedział: żyj!
