Zwykły jesienny wieczór. Już noc prawie. Ja w półśnie, zagrzebana w gałganki wspomnień. Jak od lat, od kiedy opuścił mnie mój Anioł.
W codziennej podróży od wczoraj do jutra.
Z przystankiem na dzisiaj. Świat tak szybko uciekał za szybą .
Nie czułam, nie wiedziałam…
Nie zauważyłam kiedy wsiadł. Na stacji wczoraj, czy dzisiaj? Przecież regularnie sprawdzałam bilety. A jednak…pasażer na gapę .
Od trzech lat próbuję go wysadzić na kolejnych stacjach: Szpital, Chemia, Naświetlania, Leki Push-up, Badania… Wierzę , że w końcu wysiądzie.
Bo mój Anioł opowiedział: żyj!
Kategoria: Proza
Nowy
-„Cicho tu jakoś” – pomyślał rozglądając się nieśmiało – „I trochę ponuro. Jak wtedy… w październiku zeszłego roku. Kiedy tak lało i lało. W zasadzie całe lato było wtedy takie. Taaak…. Paskudztwo. Brrrr! Zepsuło mi to cały urlop . Ale jakie to ma teraz znaczenie?…”
W zamyśleniu sięgnął do kieszeni skórzanej marynarki. Potem do drugiej.
-„Gdzież one się znowu podziały?? Przecież musi zapalić. Teraz – natychmiast!!”
Przeszukał jeszcze inne kieszenie. Też nic.
